Żółty Rumak zwycięża wyścig, reszta stawki wciąż w drodze
Bestia pokonała trakt tak prędko, iż sędziowie zdążyli policzyć jedynie kurz.
Na oczach zdumionego pospólstwa Żółty Rumak — którego Krzysztof Poznański uparcie nazywa „zwykłym środkiem podróży” — przeciął metę w chwili, gdy pozostałe rumaki mijały dopiero połowę traktu. Świadkowie zgodnie zeznają, iż dostrzegli głównie żółtą smugę oraz usłyszeli warkot, którego żaden uczciwy koń wydawać nie powinien.
Bestia pochodzi z ziem zachodnich, gdzie wszystko mierzy się dwakroć, a i tak później sprawdza. Jej moc oszacowano na czterysta pięćdziesiąt zwyczajnych koni, choć nikt przy zdrowych zmysłach nie kwapił się, by liczbę tę weryfikować w zaprzęgu.
Rumak gardzi owsem i sianem. Żywi się wyłącznie kosztownym destylatem, którego cena spędza Podskarbiemu Koronnemu sen z powiek skuteczniej niż niejeden wróg. Zwycięstwo uczczono zatem oszczędnie — jednym postojem i pełnym bakiem.